red. Bronisław Wildstein
Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

III Konferencja KSD

red. Bronisław Wildstein

Między prawdą a odpowiedzialnością, czyli dziennikarz na kulturowej wojnie.camera

Czcigodni Księża Biskupi, Szanowni Państwo,

Bardzo słusznie prowadzący zwrócili uwagę, że teraz nastąpi zasadnicza zmiana tonu i sposobu wypowiedzi. Ponieważ wcześniej słyszałem bardzo poważne, filozoficzne i teologiczne wykłady, a ja przyjechałem z garścią ogólnych impresji i uwag, więc czuję się troszkę zażenowany. Ale cóż, będą Państwo mieli wielość materii.
Tematem głównym jest kompromis, a ja mówię o wojnie. Mówię o wojnie kulturowej, a jak wiadomo, z kompromisami na wojnie bywa kiepsko. Ale spróbujmy powiedzieć na początku dwa zdania o tym, o jakiej wojnie mówimy. Otóż można powiedzieć, że w naszej europejskiej kulturze ta wojna została, już oficjalnie i jednoznacznie wypowiedziana wraz z pojawieniem się zjawiska, które nazywa się kontrkultura. To pod koniec lat sześćdziesiątych na Zachodzie pojawił się tak siebie określający trend kwestionujący fundamenty kultury, w której wyrósł.

Sama nazwa jest dość jednoznaczna. Oczywiście, to nie było zupełnie nowe zjawisko. Ksiądz Posacki, na przykład, wspominając o gnostyckim charakterze ruchów totalitarnych wskazywał na ich zasadniczą, fundamentalną odmienność od głównego nurtu kultury zachodniej. Można powiedzieć, że w ogóle naszej kulturze od początku towarzyszy kontestacja. Gnoza ma właśnie taki charakter. Uderza w fundament zachodniej kultury.
Chrześcijaństwo rosło w starciu z gnozą. Zresztą nie tylko chrześcijaństwo. Plotyn choćby pisał zasadnicze filipiki przeciwko gnostykom. Gnostycyzm był wymierzony w tradycyjną kulturę europejską. Zgodnie z jego założeniami świat był zły, został stworzony przez złego demurga. Człowiek był niejako uwięziony w świecie i powinnien poszukiwać z niego wyjścia. Owa gnoza-wiedza miała mu dać wyzwolenie. A więc człowiek sam siebie mógł zbawić czy to indywidualnie czy kolektywnie. W tym sensie lewicowe ruchy w rodzaju komunizmu, co wskazywało wielu badaczy, są kontynuatorami gnozy, odrzucają rzeczywistość i proponują zbawcze ideologie, które zasadniczo mają ją zmienić.
Nie będę udawał wykładu, zatem nie będę mówił dużo na ten temat. Natomiast powiem tyle, że kontrkultura również na poziomie kultury masowej, wypowiedziała wojnę tradycyjnej kulturze Zachodu i jej zasadom.
Można powiedzieć, że istnieją również w tradycji europejskiej rozmaite dość fundamentalne różnice postaw. Zawsze obok tych dominujących, szeroko akceptowanych, mieliśmy do czynienia z postawami litertyńskimi, które kwiestionowały istniejący porządek rzeczy. Tylko te postawy libertyńskie były rezerwowane dla małych grup. Pisał o tym Adam Smith choćby, zaznaczając, że życie libertyna jest możliwe dla jednostek w grupach wyjątkowo dobrze uposażonych, uprzywilejowanych, które mogą sobie pozwolić na taki model egzystencji, pociągający natychmiastową destrukcją dla zwykłych ludzi. Jak to Adam Smith powiadał - tydzień rozpusty zniszczyłby całość życia robotnika, ale komuś, kto dobrze funkcjonuje w sensie materialnym i społecznym, udaje się w ten sposób przeżyć nawet spory kawałek czasu. Ale żyjemy już w innych warunkach. To, co było kiedyś dostępne wyłącznie grupom wyższym, jest już dostępne szerszej społeczności i także modele libertyńskie są dostępne dużo szerzej.
Co ciekawe, to, co było kontrkulturą, w jakimś sensie stało się kulturą dominującą. Ta wojna kultur trwa w Ameryce i w Europie. Można powiedzieć, że w Europie ten etap wojny jest właściwie wygrany przez kontrkulturę. W tej chwili establishmentem intelektualnym, który narzuca swoje miary Unii Europejskiej, który formułuje Kartę Praw Podstawowych w Europie to są właśnie przedstawiciele kontrkultury, która, oczywiście, tak się już w tej chwili nie nazywa. Ale jeżeli przyjrzelibyśmy się takim podstawowym słowom kluczom, którymi operuje ten współczesny, dominujący dyskurs, to odnotujemy: „emancypację" i „wyzwolenie". Emancypacja i wyzwolenie z tych tradycyjnych norm kulturowych, które przedstawiciele kontrkultury uznają za zespoły przesądów. Są one związane z tradycyjną, patriarchalną kulturą, którą trzeba, zdaniem przedstawicieli kontrkultury, przezwyciężyć.
Jeżelibyśmy się przyjrzeli postawom elit zachodniego świata, to są one w ogromnej mierze uformowane w tej nowej formule kultury, czytaj: kontrkultury. Są to jednak postawy elit. Jest dość wyraźna różnica pomiędzy średnią postaw, średnią wyborów tego establishmentu intelektualnego - jeżeli mówię elity, to używam tego pojęcia w sensie opisowym, a nie w sensie normatywnym, czyli to są ludzie, którzy dominują w określonych grupach, a nie tacy, którzy powinni dominować - otóż, jeśli patrzymy na postawy establishmentu tego intelektualnego, kulturowego, również na jego wybory polityczne, to okazuje się, że one są zdecydowanie bardziej przesunięte w kierunku liberalno-lewicowym, niż średnia we wszystkich tych społeczeństwach.
To dotyczy zarówno fundamentalnych wyborów politycznych, jak i węzłowych kwestii dotyczących takich spraw kulturowych, wokół których ogniskuje się obecnie debata. Czasami to przybiera zabawny charakter. Pewna bardzo znana dziennikarka amerykańska powiedziała, że ona w ogóle nie rozumie, jak tego Busha można było wybrać, bo ona nie zna nikogo, kto głosował na Busha. To bardzo znamienna wypowiedź.
Dziennikarze należą do establishmentu kulturowego, a więc powtarzają jego poglądy, są lustrem tych poglądów i usiłują je również możliwie szeroko propagować. To jest dość oczywiste zjawisko socjologicznie - jeżeli istnieją w miarę zwarte grupy, które mają wspólną samoświadomość, z drugiej strony mają poczucie, że reszta ma odmienną świadomość, to oczywiście mają poczucie swojej wyższości intelektualnej, zwłaszcza, jeżeli są to grupy usytuowane na wyższych szczeblach hierarchii społecznej.
Przejrzyjmy się badaniom statystycznym - ja do pewnego stopnia podzielam ironiczne uwagi na ten temat, które tu padły - ale one jednak coś oddają. Są one regularnie prowadzone na świecie - i wszędzie się okazuje, że dziennikarze są dość mocno przesunięci w swoich poglądach w tym kierunku liberalno-lewicowym. W Polsce takie badania były zrobione na początku 2006 roku, na bardzo dużej próbie. - pamiętam, że ja, bo Pracowałem wtedy w tygodniku „Wprost" i komentowałem je. Efekty były uderzające. Jeżeli by to wyłącznie dziennikarze wybierali, to z osiemdziesięcio procentową przewagą wygrałby wybory prezydenckie Donald Tusk. PO by również wygrała znacznie. Ugrupowania nieznaczące, na przykład Partia Demokratyczna uzyskałaby u dziennikarzy radykalnie wyższe poparcie, niż dostała w wyborach realnych. Postawmy się w sytuacji tych dziennikarzy, którzy mają świadomość, że ich poglądy się tak bardzo różnią od reszty. Otóż jakie oni wnioski z tego wyciągną?
Te wnioski są oczywiste. Mają oni poczucie, że społeczeństwo całkiem do nich nie dorosło. To społeczeństwo nie jest wystarczająco postępowe, jest uwięzione w tradycyjnej kulturze. Należy je emancypować, wyzwalać. Aby nie było nieporozumień - mówię z odcieniem ironii, żeby Państwo nie myśleli, że ja tutaj wygłaszam własne sądy wartościujące - ja opisuję pewien dominujący pogląd, a raczej świadomość. Otóż ci dziennikarze mają poczucie misji, a więc chcą upodobnić do siebie społeczeństwo. Czują się elitą, ale nie są egoistami. Chcą, żeby inni też myśleli tak jak oni. I czuli tak jak oni. Zrobią dużo, żeby ta reszta czuła i myślała tak jak oni, ponieważ chcą dla niej jak najlepiej.
Dziennikarstwo jest bardzo szczególną profesją i pełni specyficzną rolę społeczną. Wiąże się to z rozmaitymi problemami i oczywiste jest, że dziennikarze zajmując się pewnymi sprawami, mają na ich temat określone zdanie. Jeżeli dziennikarz zajmujący się polityką mówi mi, że nie ma żadnych poglądów, to u mnie dzwonią dzwonki ostrzegawcze. To świadczy, że jest kretynem, albo kłamie. Bo jeżeli ktoś w kółko się czymś zajmuje i w ogóle nie ma na ten temat żadnych sądów, to nie świadczy o nim dobrze. Tylko, że są standardy dziennikarskie, które umożliwiają obronę przed silnymi przeświadczeniami, które mogą zaburzyć obraz rzeczywistości.
Czym są media? Ex definicione, etymologicznie, są pośrednikiem. To dzięki nim zbiorowość dowiaduje się o tym, co jest. Ta fundamentalna rola mediów - informowania - powinna być maksymalnie przezroczysta. Powinna być maksymalnie wolna od skrzywienia wynikającego z poglądów dziennikarzy, którzy w tej sytuacji powinni być tylko nośnikiem, a często chcieliby pokazać rzeczywistość tak, żeby odbiorca zrozumiał ją na sposób, na jaki oni ją rozumieją. W mediach istnieje więc, albo istnieć powinien fundamentalny podział na informacje i opinię czyli komentarz. W dziale opinii dziennikarze mają prawo, a nawet obowiązek mówić, co myślą i jak oceniają. W obszarze informacji powinni się maksymalnie wycofać ze swoimi sądami, pokazać fakty takie, jakie one są. Ale tak naprawdę doskonale wiemy, że nie da się wszystkich faktów pokazać. Pokazując jedne, poświęcając jednym więcej miejsca, a innym mniej, dokonujemy już selekcji, a więc już jakiś obraz rzeczywistości tworzymy. Zatem jest pytanie - pod jakim kątem tworzymy?
„Odpowiedzialność" to bardzo piękne słowo. Zdaję sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka powinna ciążyć na dziennikarzach. Ale z drugiej strony chciałem Państwu powiedzieć, że to jest słowo młot, słowo niebezpieczne. Tak było ono używane w mediach w czasie komunizmu i - niestety - po jego upadku. Mówiono i powtarza się dziś, że „trzeba odpowiedzialnie podchodzić do rzeczywistości". To znaczy tak ją pokazać, żeby odbiorcy zrozumieli. Zrzumieli zgodnie z intencjami nadawców. Ci, którzy to mówią, mają bardzo paternalistyczny stosunek do odbiorców, czyli do ogółu społeczeństwa. To zresztą nie jest szczególnie dziwne. Jeśli oni, jako środowisko mają pewien zestaw poglądów, które ich różnią od zbiorowości, w której żyją, to, albo mogliby się zastanowić nad swoimi poglądami, czasami brać je w nawias, albo dojść do wniosku, że należą do lepiej wiedzącej elity. Jest w tym oczywiście ogromna ilość pychy, niczym nieuzasadnionej. A skoro należą do tej elity, a ta reszta nie dorosła jeszcze do nich, to siłą rzeczy, oni chcą ją wychować.
Ksiądz profesor Chrostowski mówił o ogromnym awansie miernoty. Charakter mediów powoduje, że bardzo często do roli mentorów urastają ludzie, którzy nie mają do tego żadnego przygotowania. Tylko dlatego, że pokazują twarz odpowiednio często w telewizji. A jednocześnie mają głębokie poczucie tego, że oni są właśnie elitą. Dlaczego? Bo mają właściwe poglądy. Nie dlatego, że mają przemyślenia, że cokolwiek przeczytali. Nie, oni mają właściwe poglądy, a ta reszta właściwych poglądów nie ma. Otóż w imię tych „właściwych" poglądów, w imię „odpowiedzialnego" stosunku, dokonują selekcji rzeczywistości, aby, również w wymiarze informacyjnym, służyła określonym treściom.
Niestety, z tą manipulacją mamy do czynienia cały czas. Przykłady można by mnożyć w nieskończoność. Zacząłbym od przykładu „odpowiedzialności", który był typowy dla początku lat 90-tych. Kiedy powstawał wolny rynek w Polsce, wszyscy doskonale wiemy, to była sytuacja rewolucyjnych zmian, i naturalnych w takim momencie zjawisk korupcyjnych zwanych w Polsce aferami. Media „odpowiedzialne", takie jak „Gazeta Wyborcza", narzekały, że wśród dziennikarzy panuje „aferomania". Prywatnie mówili - my dobrze wiemy, że są takie afery. My dobrze wiemy, że jest korupcja, ale nie należy jej specjalnie eksponować, pokazywać społeczeństwu, bo to społeczeństwo zrazi się do wolnego rynku. Będzie kojarzyć wolny rynek z aferami, więc nie należy ich za bardzo eksponować. „Odpowiedzialne" media nie powinny tego robić. I tak jest do dziś.
Jednym z istotnych elementów kreowania rzeczywistości jest budowanie osi sporu. Ksiądz profesor mówił o dialogu. To jest pytanie - kto jest uczestnikiem dialogu. Kto jest z jednej, kto jest z drugiej strony. W wypadku religii to jest sprawa oczywista, ale w wypadku sporu politycznego, w wypadku sporu społecznego - kto jest stroną? Ja zawsze wracam do jednego uderzającego przykładu. Otóż jako przykład bardzo radykalnej postawy w dominujących mediach, przedstawia się Jana Pospieszalskiego. Na czym polega radykalizm Jana Pospieszalskiego? Na tym, że jest katolikiem w kraju, w którym do katolicyzmu przyznaje się 90% ludzi? Na tym, że jest patriotą, w kraju, w którym jednak oficjalnie uznaje się, że patriotyzm jest cnotą, która powinna obowiązywać wszystkich Polaków? Czy na tym, że uznaje, że istnieje ład moralny, co wszyscy formalnie uznają, chociaż zaczynają się spierać czasami, co do tego, co on znaczy? A jednak się okazuje, że Pośpieszalski to radykał. Manipulacja polega na tym, aby ustawić spór tak, aby był on wygodny dla dominujących mediów czy establishmentu intelektualnego. Aby ich poglądy znalazły się w centrum, a niektóre w ogóle wypadły poza granice dopuszczalenej debaty. Można zbudować pluralizm, gdzie jedną stroną będzie radykalny feminizm, a drugą umiarkowany feminizm... Gdzie jedną stroną będą radykalne, gejowskie organizacje, a drugą stroną takie umiarkowane, prawda? Pytanie, gdzie ustawimy centrum? Otóż dziennikarze ustawiają wedle swoich pogladów - a one są przesunięte na lewo.
To jest niesłychanie niebezpieczne, ponieważ nie jest tak, żeby ludzie poza mediami w świecie współczesnym byli w stanie percypować rzeczywistość społeczną. Nie jest tak, żeby ludzie, , powiedzmy umownie - zwyczajni ludzie - ci, którzy nie pracują w sferze intelektu, jeżeli nie mają środków opiniotwórczych, które ich wspierają, choćby mieli bardzo słuszne intuicje, byli w stanie wypracować dla siebie uzasadnienia. To robią ośrodki opiniotwórcze. A tradycyjne przekonania są tak bardzo w Europie zepchnięte na margines, że nikną.
Przykład - debata dotycząca kary śmierci. Większość Europejczyków, kiedy jeszcze robiono takie badania, bo teraz się już nie robi - ogromna większość Europejczyków była za karą śmierci. Otóź przyjęto w Europie dogmat, że to jest antycywilizacyjna kara. Ten dogmat przyjęły elity nie pytając o zdanie społeczeństwa. Zresztą bardzo charakterystyczny jest stosunek do takiej instytucji jak referendum. Referendum robi się w sprawie, w której decydenci uznają, że mogą wygrać. Kiedy wiedzą, że nie mogą wygrać, to referendum się nie robi. W wypadku kary śmierci referendum się nie robi. W wypadku aborcji, poniewać nie można przeprowadzić często pełnej legalizacji bez referendum, robi się je do skutku. W wypadku Unii Europejskiej i kolejnych traktatów to robi się tak, jak w wypadku Irlandii. Jak nie wyjdzie tak, jak trzeba, to będzie się je powtarzać aż do skutku, aż wyjdzie tak, jak trzeba i od tego momentu już nie będzie się go powtarzało.
Opisuję te zjawiska, żeby pokazać pewien stopień manipulacji i myślę, że z czasem, na przykład w tej chwili, ogół mieszkańców Europy już raczej się nie przyzna do tego, że jest za karą śmierci. Nawet gdyby tak rzeczywiście było. Pewne poglądy zepchnięte na margines, bez możliwości ekspresji obumierają. Obecne elity powiedzą - i dobrze. Tak cywilizują się Europejczycy. Mam wątpliwości. W niektórych sprawach tak jest w istocie, ale w tej chwili mam wrażenie, że obserwujemy proces wręcz odwrotny.
Dotyczy to węzłowych debat na temat aborcji czy kary śmierci. Teraz będzie cała sprawa związana z inżynierią genetyczną, której elementem jest oczywiście debata o in vitro, i tak dalej i dalej.... To są fundamentalne debaty cywilizacyjne, w których elita, do której należy ogół dziennikarzy, usiłuje narzucić zbiorowości swój punkt widzenia. Niestety, wielokrotnie ze skutkiem. Oczywiście jesteśmy w tej chwili, w momencie przełomowym cywilizacyjnie. Zmienia się charakter mediów, nie wiemy, co będzie dalej. Zwykle ludzie nie wiedzą, co będzie dalej, ale teraz nie wiedzą szczególnie. W związku z tym nie wiemy, jak to się będzie rozwijało, ale te zagrożenia, o których wspomniałem warto brać pod uwagę. Myślę, że mój czas się dopełnił.

Copyright © 2017. All Rights Reserved.