Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Ks. Henryk Zieliński - Trzeba siać

Kto jeszcze pamięta, jak u stóp Matki Bożej śpiewaliśmy, że „Już dzisiaj zależy od polskiej młodzieży następne tysiąc lat”? Było to u schyłku XX w., naznaczonego wojnami światowymi oraz totalitaryzmem brunatnym i czerwonym. Byliśmy młodzi, życie było przed nami.

Nie było w nas zgody na siermiężny świat, w którym żyli nasi rodzice, zginający karki pod komunistycznym jarzmem, usiłujący za cenę kompromisów moralnych „załatwić” przydział na mieszkanie, zrealizować talon na buty i cukier… Nam marzyło się coś więcej. Czuliśmy się spadkobiercami bohaterskich obrońców Westerplatte i pokolenia Kolumbów, którzy jako dwudziestolatkowie poszli do powstania warszawskiego, by walczyć o wszystko, co najświętsze. Kościół był dla nas ostoją wolności, a sutanna wzbudzała na ulicy szacunek, jak mundur przed wojną.

Wiosna Solidarności to był nasz czas. Uczestniczyliśmy w strajkach i w ulicznych manifestacjach. Rozprowadzaliśmy „bibułę” i prowadziliśmy długie nocne dysputy. Zapełnialiśmy świątynie i przykościelne salki. Udział w spotkaniach ze św. Janem Pawłem II traktowaliśmy jako moralny obowiązek, umocnienie i źródło inspiracji. Dumnie nazywaliśmy się pokoleniem JPII. Masowo chodziliśmy w pielgrzymkach na Jasną Górę, trzeba było nawet utworzyć samodzielną pielgrzymkę dla studentów. Śpiewaliśmy religijne i patriotyczne pieśni, wznosząc palce ułożone w kształcie litery V i przewiązane różańcem. Szykany ze strony SB i MO tylko nas utwierdzały w poczuciu, że jesteśmy po właściwej stronie.

Kiedy jednak zaczęła się transformacja, okazało się, że wielu z nas jest już zbyt żądnych władzy i sukcesu, by trwać przy dawnych ideałach. Zachłysnęliśmy się fałszywą koncepcją wolności od wszystkiego. Zajęliśmy się „gonieniem Zachodu”, słuchaliśmy tych, którzy mówili, że pierwszy milion trzeba ukraść. Z Kościołem zrobiło się nie po drodze, pojawiły się hasła „księża na księżyc” oraz „wczoraj czerwoni, dzisiaj czarni”. Nawet św. Jana Pawła II w czasie jego pielgrzymki do Polski w 1991 r. większość ówczesnych elit (także postsolidarnościowych) odrzuciła, gdy wzywał nas do opamiętania i rozsądku. Był to zarazem czas Światowych Dni Młodzieży na Jasnej Górze. Papież nieprzypadkowo oparł wówczas swoje przesłanie na słowach z „Apelu jasnogórskiego”: jestem, pamiętam, czuwam. W wielu przypadkach jednak pozostały nam po tym spotkaniu tylko fotografie i wspomnienia.

Wchodząc w trzecie tysiąclecie, nie przekazaliśmy naszych młodzieńczych ideałów kolejnemu pokoleniu. Zresztą, sami nie byliśmy im wierni. Zabrakło „wymagania od siebie, choćby inni od nas nie wymagali”. Dotyczyło to i duchownych, i świeckich. Urządziliśmy się w świecie, poszliśmy z nim na kompromis. Z bólem słucham wyznań moich byłych studentów o ich dorosłych już dzieciach, które nie utożsamiają się ani z Kościołem, ani z Polską. To w jakimś stopniu efekt naszych zaniedbań, z których pozostaje nam zrobić sobie rachunek sumienia i podjąć nawrócenie.

Z drugiej strony trzeba sobie postawić pytanie: Co by z nami było, gdybyśmy w swoim czasie tak szlachetnych ideałów i wielkich doświadczeń nie mieli? Nigdy przecież nie było tak, żeby wszyscy uczestnicy wielkich wydarzeń zachowali i przenieśli w przyszłość ich ducha. Wśród tych, którzy w sierpniu 1944 r. walczyli o Polskę wolną od nazizmu i od komunizmu, też nie wszyscy w oporze wobec tego ostatniego wytrwali do końca. Podobnie nie wszyscy ludzie Solidarności dochowali potem wierności jej ideałom. Nawet w ewangelicznej przypowieści o siewcy tylko niektóre ziarna wydają plon i nie zawsze jest to plon stokrotny. Ale siać trzeba.

Młodzi od zawsze mają w sobie bunt przeciwko temu, co jest zastane. W ten sposób podkreślają swoją podmiotowość i odrębność. A jednocześnie potrzebują zakotwiczenia w rówieśniczej wspólnocie, potwierdzenia, że są częścią swojego pokolenia. Przeżywają swoisty przymus bycia dokładnie takimi, jak ich rówieśnicy. Chcą uczestniczyć w tworzeniu spraw wielkich i niepowtarzalnych. Jeśli nie będą to np. Światowe Dni Młodzieży, to będzie „róbta, co chceta” w Jarocinie albo jakiś czarny marsz.

Ostatnie sondaże wskazują, że młodzież znowu zaczyna być konserwatywna – podobnie jak przed dziesięciu laty – tylko teraz jeszcze bardziej niż wówczas areligijna. Dlatego, jako ludzie Kościoła, mamy w tej sprawie wiele do nadrobienia. Potrzeba z naszej strony radykalnego, klarownego, autentycznego i odrobinę kontrkulturowego świadectwa wiary. Tylko szaleństwo, choćby lekkie, jest w stanie porwać młodzież. Tej szansy nie wolno nam przespać.

ks. Henryk Zieliński

za:www.idziemy.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.