Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Jan Gać - Tysiąc lat Królestwa Polskiego- III – Cesarz Otton III u grobu św. Wojciecha

Wieść o męczeństwie biskupa Wojciecha odbiła się szerokim echem w ówczesnej Europie. Dla Polski ta śmierć okazała się błogosławieństwem. Ogromna szansa dla kraju dopiero co wstępującego na drogę chrześcijaństwa, stojącego u progu upowszechniania nowej wiary wśród pogańskiego ludu. I jakie przyspieszenie! 

W 966 roku chrzest polańskiego księcia, dwa lata później osadzenie w Poznaniu pierwszego biskupa misyjnego dla Polan w osobie biskupa Jordana - czyli pięć lat wcześniej aniżeli w Pradze, skąd przybyli na Mieszkowy dwór pierwsi duchowni. Wreszcie śmierć biskupa Wojciecha w 997 roku, jego szybka kanonizacja i trzy lata później wyniesienie Gniezna do rangi arcybiskupstwa z podległymi mu trzema biskupami osadzonymi na katedrach w Krakowie, Wrocławiu i w Kołobrzegu. Na pierwszego arcybiskupa został namaszczony brat Wojciecha, Radzim Gaudenty. 
Sam cesarz Otton III postanowił udać się z pielgrzymką do grobu swego przyjaciela, Adalberta, by się tam pomodlić. I domknąć wizji jednoczenia Europy na fundamencie chrześcijaństwa w oparciu o istniejące już segmenty tego projektu: Romę, czyli Italię, frankońską Galię i Germanię,  jak to zostało przedstawione na jednej z miniatur monachijskiego Ewangeliarza. Do zjednoczenia brakował cesarzowi jeszcze ten jeden element, Sclavinia, czyli kraje Słowian, które właśnie wchodziły do rodziny krajów chrześcijańskich, a więc i cywilizowanych. Umacniająca się w chrześcijaństwie Polska wydawała się spełniać brakujący segment w cesarskiej wizji wielkiej Europy.
Przybycie w roku 1000 Ottona III do Gniezna zasługuje na chwilę refleksji. Także z tego powodu, że w naszych tysiącletnich relacjach z zachodnim sąsiadem, była do jedyna pokojowa wizyta koronowanego władcy Niemiec na ziemiach polskich. Cesarz jak gdyby spieszył się do kraju Polan, a był przecież w drodze z Italii do swej ojczyzny. Trzeba przy tym wiedzieć, że Niemcy w tamtych czasach nie miały jednej królewskiej stolicy, gdzie by monarchowie mogli na stałe rezydować. Ich stolicą były miasta, a nawet klasztory, w których wędrujący po kraju dwór królewski zatrzymywał się na dłuższe pobyty. Zapewne ku rozpaczy ich mieszkańców, którzy musieli gościć i utrzymywać na własny koszt niemały orszak państwowych dostojników. Wymarzoną stolicą dla Ottona III byłby Rzym, stąd te jego wyprawy na południe od Alp. Tak zatem w grudniu 999 roku cesarz przebywał jeszcze w Rzymie, skąd uchodził w pośpiechu na skutek wrogiej postawy jego mieszkańców, by na święta Bożego Narodzenia zdążyć do Rawenny, zaś w pierwszych dniach stycznia roku 1000 przekroczyć Alpy nie zważając na ogromne śniegi w przełęczach.  Szybkim marszem pokonał Bawarię, dotarł do Ratyzbony nad Dunajem, czyli w pobliże granicy z Czechami. Tam zatrzymał się na dłuższy postój. Wreszcie wkroczył na ziemie słowiańskich, częściowo pogańskich jeszcze Łużyczan, mozolnie chrystianizowanych. W Żytycach witał go tamtejszy biskup niemiecki Hugon, a po nim kolejny, Idzi, w pięknej Miśni. Takim sposobem  przewspaniały orszak cesarski dotarł nad rzekę Bóbr. Były to już ziemie Dziadoszan, słowiańskiego plemienia osiadłego na lewym brzegu Odry, ciągle jeszcze tkwiącego w mrokach pogaństwa.  
I tam, w grodzie Iława, oczekiwał cesarza Bolesław Chrobry z licznym pocztem rycerstwa, z dworzanami odświętnie odzianymi w najbogatsze stroje. Przechwalał się później cesarz: „nawet nasi ojcowie, gdy cały krąg ziemski podbijali, nigdy nie postawili stopy” na ziemi, dokąd dotarł on, władca Świętego Cesarstwa Rzymskiego, Otton III, i to nie w wojennej wyprawie, lecz w pokojowej, przyjacielskiej wizycie. Kiedy mówił o naszych ojcach, nawiązywał tym sposobem do starożytnych Rzymian, uznając się ich sukcesorem i kontynuatorem z tytułu posiadania godności cesarskiej, po raz pierwszy przyjętej przez jego dziada, Ottona I w 962 roku.  Ten z kolei nawiązywał do  Karola Wielkiego, który - po utracie przez Rzym korony w 476 roku - odnowił ideę cesarstwa rzymskiego przyjmując koronę z rąk papieża Leona III w bazylice św. Piotra  w dzień Bożego Narodzenia  roku 800. Stało się to wbrew protestom bizantyńskich cesarzy w Konstantynopolu, jedynych legalnych kontynuatorów Cesarstwa Rzymskiego.
Bolesław Chrobry wprowadził cesarza do najważniejszego grodu w swoim państwie, do Gniezna. Tam gościł go przez trzy dni, najprawdopodobniej od 8 do 10 marca 1000 roku. Po ponad stu  latach dobrze pamiętano o tym wszystkim, co tam się wydarzyło, skoro Gall Anonim, spisujący swoją kronikę w latach 20. XII wieku,  popadł w zachwyt, jak to książę polski przygotował „przedziwne wprost cuda: najpierw hufce przeróżne rycerstwa, następnie dostojników rozstawił, jak chóry, na obszernej równinie, a poszczególne, z osobna stojące hufce wyróżniała odmienna barwa strojów”. O tych strojach długo rozwodził się dziejopis, mocno przesadzając w swej kronikarskiej fantazji: „złoto bowiem za jego czasów było tak pospolite u wszystkich jak dziś srebro, srebro zaś było tanie jak słoma”. Toteż nie dziw, że Bolesław Chrobry po wystawnych ucztach wykwintnie obdarował swych dostojnych gości: „nakazał cześnikom i stolnikom zebrać ze wszystkich stołów z trzech dni złote i srebrne naczynia, bo żadnych drewnianych tam nie było, mianowicie kubki, puchary, misy, czarki i rogi, i ofiarował je cesarzowi dla uczczenia go, nie zaś jako dań należną od księcia”.   
Mało tego, „rozkazał zebrać rozciągnięte zasłony i obrusy, dywany, kobierce, serwety, ręczniki, i cokolwiek użyte było do nakrycia, i również znieść to wszystko do izby zajmowanej przez cesarza. A nadto jeszcze złożył mu wiele innych darów, mianowicie naczyń złotych i srebrnych rozmaitego wyrobu i różnobarwnych płaszczy, ozdób niewidzianego dotąd rodzaju i drogich kamieni; a tego wszystkiego tyle ofiarował, że cesarz tyle darów uważał za cud”. 
Biorąc poprawkę na skłonność dawnych kronikarzy do nadmiernej egzaltacji i przesady, należy odczytać z tego zapisu i to, że już u progu XI stulecia nie była to Polska siermiężna, był to kraj zasobny, cywilizowany, otwarty na świat, żaden taki co to dopiero wychynął był z puszcz polańskich.  Tak, cesarz nie przybywał do kraju barbarzyńców, lecz na dwór wielkiego księcia. „Na koronę mego cesarstwa”! - miał wykrzyknąć Otton III, przecież ciągle jeszcze młodzian, śniący o wzięciu w posiadanie Italii, którą ukochał, syn bizantyńskiej księżniczki – „To, co widzę, większe jest, niż wieść głosiła”. Po czym miał dodać: „Nie godzi się takiego i tak wielkiego męża, jakby jednego spośród dostojników księciem nazywać lub hrabią, lecz wypada chlubnie wynieść go na tron królewski i uwieńczyć koroną”. I zdjął cesarz z głowy swój diadem i włożył go na skronie Bolesława Chrobrego. Wręczył mu też włócznię św. Maurycego i dodał bezcenną relikwię, gwóźdź z krzyża Chrystusowego. Książę odwzajemnił się, przekazując cesarzowi kość ramieniową św. Wojciecha. 
Historycy nasi szeroko rozpisują się na temat tej wizyty. Wygląda na to, że cesarz przybył do Gniezna głównie po to, by się pomodlić u grobu swojego przyjaciela Adalberta. Thietmar, prawie że współczesny tym wydarzeniom biskup Merseburga pisze, że poruszony widokiem gnieźnieńskiego grodu, który w trakcie zbliżania się orszaku już rysował się na horyzoncie, zdjął cesarz z nóg obuwie i boso, z modlitwą na ustach, ze łzami w oczach, zbliżał się do grobu męczennika. Podobno wprowadził go tam biskup poznański, Unger. Ta wizyta miała ogromne znaczenie dla Kościoła w Polsce, ale i dla samego Bolesława Chrobrego i jego państwa. Brat św. Wojciecha, Radzim Gaudenty, został ogłoszony arcybiskupem gnieźnieńskim z władzą nad trzema nowo erygowanymi biskupstwami: w Krakowie, gdzie zasiadł biskup Poppon, we Wrocławiu z biskupem Janem i w Koszalinie powierzonemu biskupowi Reinbernowi. Poznański biskup Unger, następca po Jordanie, zachował własną diecezję. Doprawdy, jakąś głęboką cześć musiał żywić cesarz Otton III względem św. Wojciecha. Nie zapomniał o nim nawet podczas swej kolejnej, a dla niego ostatniej wyprawy wojennej do Italii, kiedy zatrzymawszy się w pustelni Pereum pod Rawenną, „swojemu świętemu Wojciechowi, drogiemu męczennikowi Chrystusa, przepiękną zbudował rotundę z marmurowymi kolumnami, a wydał na to dzieło sto funtów”,  jak doliczył się  Brunon z Kwerfurtu.

Ale czy tylko religijny przyświecał cesarzowi charakter pielgrzymki?  Pragnienie nawiedzania miejsc świętych przez młodego cesarza uchodziło za rodzaj jego pasji. W swoim bardzo młodym wieku zdążył już pokłonić się Archaniołowi Michałowi w grocie na Monte San Angelo na Półwyspie Gargano. Zaszył się w ostępach Subiaco dla pamięci o św. Benedykcie. Św. Romualda osobiście poznał w pustelni Pereum pod Rawenną, dokąd sam się wybierał w charakterze mnicha, ale obowiązki państwowe nie pozwalały na te ekstrawagancje. W ukochanym a niewdzięcznym mu Rzymie namiętnie nawiedzał groby apostołów i męczenników. Do tego pątniczego itinerarium wpisał teraz Gniezno. Udając się tam, pokonywał niezliczone trudności długiej i uciążliwej podróży, wszak przemierzał dzikie, dziewicze tereny pozbawione dróg, miejscami nawet niebezpieczne, niedostatecznie zaopatrzone w prowiant i noclegi, a przecież posuwał się z licznym orszakiem i taborem wozów.

Z pewnością, obok motywów religijnych, przyświecały mu inne jeszcze racje -  polityczne, o czym była już mowa wyżej. Przykładem Karola Wielkiego, który dla cesarza pozostawał wzorem chrześcijańskiego władcy, Otton III marzył o odnowieniu Imperium Rzymskiego w pełnym tego słowa znaczeniu. „Renovatio Imperii Romanorum” mogło się powieść tylko na drodze politycznych aliansów, a nie w wyniku militarnych podbojów. Kraj potężnego władcy formującego się państwa polskiego mógł być ważnym i trwałym elementem w owym mającym się wyłonić  cesarstwie chrześcijańskim obejmującym całą Europę.
Czyż Karol Wielki w swych podbojach nie dotarł aż do Odry? Tę graniczną rzekę cesarz Otton III teraz przekroczył, i to w sposób pokojowy, bez uciekania się do wojny, zyskując sobie dozgonnego przyjaciela w osobie Bolesława Chrobrego. Bizantyńska polityka wobec państw ościennych -  a na jej temat musiał posiąść sporą wiedzę także za sprawą swej greckiej matki Teofano - dowodnie świadczyła, że niekiedy więcej i skuteczniej zdziała się dyplomacją, aniżeli ostrzem miecza. 
„I tak wielką owego dnia złączyli się miłością” -  komentuje Gall Anonim  temat wzajemnych relacji cesarza i polańskiego księcia – „że cesarz mianował go bratem i współpracownikiem cesarstwa i nazwał go przyjacielem i sprzymierzeńcem narodu rzymskiego”. Tego już nie mógł ścierpieć niechętny Bolesławowi Chrobremu Thietmar. Rozeźlony na Ottona III biskup merseburski w gorzkich słowach wyrzucił mu tę jego młodzieńczą wspaniałomyślność: „Niech Bóg wybaczy cesarzowi, że czyniąc trybutariusza panem, wyniósł go tak wysoko. I dodał: Jak przykro jest porównywać współczesnych z naszymi przodkami! Za życia znakomitego Hodona ojciec Bolesława, Mieszko, nie odważył się nigdy wejść w kożuchu do domu, w którym wiedział, że znajduje się Hodo, ani siedzieć, gdy on się podniósł z miejsca”. Tak, Bolesław Chrobry urastał do wielkiego władcy środkowej Europy i miał tego pełną świadomość.

Po trzech dniach modłów, politycznych rozmów i biesiadowania ruszył cesarz w drogę powrotną do swej ojczyzny, zabierając ze sobą trzystu wojów, dar na pożegnanie od  polskiego księcia. Tenże, w otoczeniu książęcej świty, towarzyszył cesarzowi we własnej osobie aż do Merseburga, ważnego miasta i biskupstwa nad Łabą, gdzie obchodzono 25 marca Niedzielę Palmową. Zapewne przeszli przez Brennę, przyszły Brandenburg-Berlin, ziemię Słowian Połabskich, głęboko siedzących w mrokach pogaństwa, dla nawrócenia których i dla dokonania podboju ich ziem zostały ustanowione w Niemczech aż cztery marchie. Kolejnym miejscem postoju był Kwedlinburg, gdzie władcy świętowali Wielkanoc przypadającą w roku 1000 na dzień 31 marca. Było to miasto już znane naszym Piastom,  wszak bywał tam Mieszko I, a i sam Bolesław Chrobry też się tam pojawiał. Trakt biegł dalej na zachód, do Kolonii, kolejnego ważnego miasta i starodawnego biskupstwa, skąd cesarski orszak przybył w końcu do Akwizgranu, miasta rzymskiego, gdzie koronę cesarską przyjął Otton I, gdzie chętnie rezydował Karol Wielki i gdzie zmarł w roku 814. Tam też go pochowano.  Pragnienie odnalezienia grobu Karolinga spowodowało tę egzotyczną wyprawę, w której, jak sugerują niektóre źródła, brał udział również nasz Chrobry. 
Aż trzech kronikarzy, niezależnie od siebie, opisuje okoliczności odnalezienia pochówku Karola Wielkiego. Wiedziano, że wielki cesarz spoczął w kościele Panny Maryi, ale nikt już nie pamiętał, w którym dokładnie miejscu złożono jego ciało. Podjęto zatem poszukiwania. W spodziewanym miejscu zerwano  posadzkę i dokopano się do krypty, w której znaleziono zwłoki zachowane w stanie prawie nienaruszonym. Zmarłego nie pochowano w pozycji leżącej, siedział na swym złotym tronie jak za życia, głowę ozdabiała złota korona, w jednej dłoni ciągle dzierżył berło, w drugiej trzymał miecz, też ze złota. Naoczni świadkowie tego makabrycznego odkrycia zauważyli, że przez naciągnięte na dłonie rękawice przebiły się zmarłemu paznokcie. Ponoć własnoręcznie poobcinał je nożyczkami cesarz Otton III. Nakazał uzupełnić złotą plombą uszkodzony  czubek nosa zmarłego, kazał wyrwać z jego ust jeden ząb, zapewne z przeznaczeniem na relikwię, zdjął z jego szyi złoty krzyż, który zmarłemu opadał na piersi, po czym trupa przyodziano w nowe szaty i po odprawieniu egzekwii, prowadzonych przez dwóch biskupów obecnych przy tej operacji, oddalili się po uprzednim zapieczętowaniu grobowca. 
I w tym miejscu wracamy do Bolesława Chrobrego. Przebywając przy Ottonie III w Akwizgranie, chociaż książę nie był obecny przy wejściu do komory grobowej Karola Wielkiego, na pożegnanie otrzymał od cesarza bliżej nieokreślony tron ze złota, który, jak należy przypuszczać, musiał być jego repliką. Przedziwna podróż Bolesława Chrobrego u boku cesarza na tak daleki Zachód nobilitowała polskiego księcia w kręgu najwyższych dostojników państwowych. Można się tylko domyślać, jak wysoko plasowała się jego pozycja w kraju, do którego powrócił w glorii po kilku tygodniach nieobecności. 
W kruchcie gnieźnieńskiej katedry widnieje współczesna tablica z brązu z imionami koronowanych w tym kościele władców. Listę otwiera Bolesław Chrobry. I data: rok 1025. Długo musiał czekać nasz pierwszy król na to wielkie wyróżnienie. A przecież był już o krok od tego aktu w roku 1000! Niektórzy historycy utrzymują, że włożenie na jego skronie diademu przez Ottona III było nieformalnym aktem koronacji. Przyznanie władcy korony leżało jednak w geście papieży. A ci w okresie życia Chrobrego przeżywali głęboki kryzys z powodu obsadzania tronu św. Piotra niegodnymi kandydatami, wysuwanymi przez wszechwładnych w Rzymie Krescencjuszów. Dlatego prawie rzeczą niemożliwą było urzeczywistnienie sukcesem dyplomatycznych zabiegów i starań w tej sprawie. Za życia Bolesława Chrobrego przewinęło się aż dziesięciu papieży! Dopiero Jan XIX, po śmierci nieprzychylnego Chrobremu cesarza Henryka II, który miał wielki wpływ na papieskie decyzje, przyznał mu koronę królewską.  

Syn i następca Bolesława Chrobrego, Mieszko II, otrzymał koronę w tym samym roku co jego ojciec - w roku 1025. Nie znaczy to, że mógł już królować bez żadnych przeszkód. Wystąpił przeciwko władcy jego starszy brat, Bezprym, który jeszcze w dzieciństwie został przeznaczony do stanu zakonnego. Ten jednak na wieść o śmierci rodzica porzucił klasztor i spod Rawenny, gdzie przebywał, co prędzej podążył do Polski, aby upomnieć się o przynależne mu prawo do władzy z tytułu starszeństwa. I rozpoczęła się długotrwała wojna domowa między braćmi, zakończona  skrytobójczą śmiercią Bezpryma, a później i zamordowaniem samego Mieszka II w sytuacji nieopisanego zamętu, jaki ogarnął kraj. Już wcześniej Mieszko II przystał na wymóg odesłania cesarzowi Konradowi II własnej korony, czego w jego imieniu dokonała jego małżonka, Rycheza, siostrzenica Ottona III. 

Trzecim władcą koronowanym w gnieźnieńskiej katedrze był Bolesław Śmiały, co nastąpiło w roku 1076, osiemnaście lat od momentu objęcia w państwie  rządów. Od czasów jego ojca, Kazimierza Odnowiciela, władcy polscy rezydowali już w Krakowie. I tam doszło do tragedii. Z rozkazu króla – choć niektórzy twierdzą, że zbrodni dopuścił się własnoręcznie Bolesław - został zamordowany biskup krakowski, Stanisław ze Szczepanowa, co skutkowało wypędzeniem króla z Polski i jego śmiercią na wygnaniu w nie do końca jasnych okolicznościach. 

Na kolejną koronację w 1295 roku należało czekać 219 lat! Na głowę Przemysła II koronę włożył arcybiskup Jakub Świnka, faktyczny restaurator Królestwa Polskiego po okresie rozczłonkowania państwa na dzielnice testamentem Bolesława Krzywoustego w 1138 roku i  po ustaniu walk wewnętrznych pomiędzy rozrodzonymi już licznie Piastami. Proces jednoczenia rozdartego kraju i tym razem został zahamowany na skutek skrytobójczej śmierci zadanej królowi będącemu w sile wieku,   liczącemu zaledwie 38 lat, a do tragedii doszło w rok po jego koronacji. Ostatnim, który przyjął koronę w Gnieźnie w 1300 roku z rąk tegoż samego arcybiskupa Jakuba Świnki, był król czeski, Wacław II. Sięgnął on po władzę w Polsce z tytułu licznych powiązań rodzinnych i dynastycznych z niektórymi Piastami. Na tronie utrzymał się do swej śmierci w 1305 roku. Po tej dacie Gniezno utraciło przywilej koronowania władców na rzecz Krakowa.

Copyright © 2017. All Rights Reserved.