Publikacje członków OŁ KSD
Krzysztof Nagrodzki Skrócone sprawozdanie z ....życia
Skrócone sprawozdanie z ....życia
Urodziłem się.
We wspaniałej Rodzinie.
Szkołę podstawową ukończyłem; wraz z nauką religii.
Liceum też.
Liceum jednak z częściową nauką religii, ponieważ to już był czas wzmożeń "postępu" i rugowania religii do....
no, może nie do podziemia, ale do parafialnych salek katechetycznych.
I dobrze.
Odliczyliśmy się wszyscy.
Bez problemu dostaliśmy się na Politechnikę.
Na Budownictwo Wodne - po słynny, energicznych i perspektywicznym okrzyku naszego Przyjaciela (zmarłego już) Zygmunta:
"Chłopaki - idziemy na Budownictwo Wodne! Będziemy regulowali Amazonkę!"
Poszliśmy.
Do Warszawy.
Na Politechnikę.
Było nas pięciu.
Piątka znad Wisły przybyła również nad Wisłę.
Jeno nieco dalszą już i szerszą.
I nie przepływalną wpław - jak bywało u nas. :-)
Warszawa naszych czasów....
Czasów dziarskiej i ...dosyć....hmm... swawolnej młodzieńczości...
Bale sobotnio-niedzielne w sali gimnastycznej naszego Akademika
przy Placu Narutowicza;
czasami w lekko oddalonej "Stodole"
(początkowo obok Pałacu Kultury, potem przy ulicy Trębackie)
czy w "Hybrydach" na Mokotowskiej.
Ale najlepsze były te nasze - przy akademiku.
Z oczywistych względów.
Wielu... :-)
No a potem....
Potem - cóż - wszystko musi mieć jakiś koniec
- zatem i warszawskie dziarskości zamieniły się w żmudności etatowych,
codziennych odróbek stypendium fundowanego.
Mego w Puławach.
Tyż piknie - rzec można!
Bo Puławy to było miasto mojej młodości.
I wczesnej dziarskości.
Chłopięcej...
No, ale i jakby początków zgłębiania... sekretów damskiej....duszy.... :-)
Może i tam zostałbym na stałe, gdyby nie pewna.... Łodzianka.
Wakacyjna.
Która zamieniła się... w powakacyjną.
I zostałem w Łodzi.
Na dobre.
Raczej.
Z przerwami...dobra... :-)
- Łódź to miasto pięknych niewiast, zatem...
Zatem jakże można było przegapić pewną uroczą dziewczynę - w Urzędzie Miasta zresztą...
Ja na szczęście nie przegapiłem!
I dlatego dostałem piękno i dobro, pobogosławione wspaniałym Synem...
Łódź... Dobra Łódź...
Ale miasto bez rzeki?...
Co prawda mówi się, że Łódź ma ich w pobliżu podobno siedem, ale kto je widział?... :-)
Zatem trzeba będzie wrócić nad ukochaną Wisłę.
- Z Górkami Parchackimi,
z Kazimierzem Dolnym
i Janowcem.
Lublin też niedaleko.
I inne tam wygody - rodzinny grobowiec na uroczym cmentarzyku :-)
PS. A zabytkowy Park Puławski, Sybilla, Domek Gotycki, a Górki Parchackie w barwach jesieni...
Jesieni roku i jesieni... życia :-)
Piękne pory...
Krzysztof Nagrodzki
za:www.krzysztofnagrodzki.pl