Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

start Ogólnopolskie Konferencje KSD IV Konferencja KSD Teksty wystąpień KS. PROF. DR HAB. TADEUSZ GUZ

KS. PROF. DR HAB. TADEUSZ GUZ


UKONSTYTUOWANIE PRAWDY POPRZEZ KŁAMSTWO W NOWOŻYTNEJ MYŚLI FILOZOFICZNEJ

Ekscelencje, Najczcigodniejsi: Księże Arcybiskupie i Księże Biskupie,
Wielce Czcigodni Współbracia Kapłani,
Wielce Szanowni Państwo Dziennikarze na czele z Gospodarzami tej wspaniałej uroczystości ze Stowarzyszenia Dziennikarzy Katolickich w Łodzi,
Wielce Szanowni Państwo Uczestnicy i Goście,


Jest dla mnie głębokim duchowym zaszczytem, żeby móc razem z Państwem podejmować refleksję na temat wielkiej, godnej człowieka jako osoby i w sensie chrześcijańskim Dziecka Bożego kultury mediów w kontekście ogromnego napięcia istniejącego pomiędzy prawdą a kłamstwem – także w mediach polskich. A ponieważ zajmuję się filozofią i z wieloma dziennikarzami mediów Europy Zachodniej miałem bezpośredni kontakt podczas mojego stosunkowo długiego pobytu w Republice Federalnej Niemiec oraz kształciłem dziennikarzy i spotykałem się z nimi w takich koncernach jak ZDF czy Südwestfunk, jak też w innych stacjach telewizyjnych, radiowych zachodniego świata i polskiego, stąd też chciałbym się podzielić z Państwem teorią i pewnymi doświadczeniami, przeżytymi w świecie dziennikarskim. Pragnę wyrazić to w kilku aspektach, które maja fundamentalny wpływ na współczesnego ducha mediów jako wprost lustrzane odbicie ducha filozofii, względnie teologii nowożytnej i współczesnej.

Marcin Luter: Bóg Objawienia chrześcijańskiego jako synteza prawdy i kłamstwa

Istnieje zgodna opinia uczonych, co do głównego źródła nowożytnego ducha, a mianowicie reformacji Marcina Lutra i jej skutków, co tutaj zostanie naszkicowane w ramach problematyki prawdy, fałszu, względnie kłamstwa.
Z jednej strony Marcin Luter mówi o upadku natury ludzkiej: „intellectus”, memoria” i „voluntas”  - i to w takim stopniu, że „naszą jedyną nazwą - w jego opinii - „jest kłamstwo”   lub „per totum fermentata natura”  . Jeśli człowiek w swoim bycie jest całkiem zepsuty przez grzech, to nie potrafi on poznać ani Boga ani świata, a przez to wykluczony jest wszelki sąd poznawczy oparty na prawdzie, zarówno w odniesieniu do poznania sprawcy, jak i jej przyczyny, ponieważ nie ma żadnej zgody między samym podmiotem poznającym a przedmiotem – z powodu „naturae corruptae” . W wyniku tego niemożliwa jest także zgodność w sensie teoriopoznawczym pomiędzy podmiotem a przedmiotem, ponieważ wszelkie dzieło człowieka jest niczym innym jak „bycie per se” „grzechem” , lub innymi słowami: według Lutra istnieje tylko grzeszna i jednocześnie kłamliwa zgodność – czyli wszystko jest kłamstwem. Przez to jednak Luter sam neguje swój sąd, ponieważ w takim razie również on może wypowiadać jedynie kłamstwo, jego wypowiedź nie jest więc prawdziwa, lecz błędna. Przez negację ludzkiej zdolności do poznania Luter wchodzi w sprzeczność ze swoim własnym stanowiskiem. Dla sądu o rzeczywistości, względnie tego, co prawdziwe lub błędne, potrzebne jest jakieś kryterium rozróżnienia między prawdą a fałszem: czyli sama prawda. Powstaje więc pytanie, według jakiego kryterium Luter może coś nazwać „grzechem” lub „kłamstwem”, skoro przecież sam w swoim własnym rozumieniu jako człowiek jest niczym innym niż tylko „grzechem” lub „kłamstwem”?
W swoim dziele „De servo arbitrio” Luter pozbawia podmiot ludzki swojego ostatniego naturalnego oparcia: wolnej woli. Według Lutra człowiek nie potrafi niczego z siebie uczynić. Ani rozumem, ani też wolną wolą nie może odnosić się do Boga. Lutrowi wydaje się, że wyjście z tej aporii teoriopoznawczej znalazł „w wierze”. Wraz z aktem wiary Luter ma nadzieję, że znalazł kryterium, które nie tylko pozwala klasyfikować grzech jako grzech, lecz również umożliwia dojście do prawdy i wgłębianie się w jego przyczynę. Ostatnią przyczyną grzechu według niego jest więc nie „biedny człowiek, lecz niesprawiedliwy Bóg”: „Wierność i prawda Boga musi zawsze najpierw stać się wielkim kłamstwem, zanim stanie się prawdą” . Swoim rozumieniem Chrystusa Luter chce uzasadnić pogląd, że Chrystus jako prawda „został uczyniony” „grzechem”, czyli, że „staje się” „grzesznikiem” , co sam Luter z jednej strony dostrzega jako absurd, jednak mimo to utrzymuje ten pogląd, ponieważ takie określenie Chrystusa odpowiada jego pojmowaniu prawdy jako syntezy prawdy i fałszu, względnie kłamstwa. Według Marcina Lutra osoba Chrystusa musi najpierw stać się tym kłamstwem lub grzechem, zanim stanie się prawdą absolutną: „Owszem, ja dobrze wiem, że Słowo Boże musi najpierw stać się wielkim kłamstwem również we mnie samym, zanim stanie się prawdą” . Luter ma przy tym na myśli wcielenie Boskiego Słowa, które „stało się ciałem”, czyli grzechem, kłamstwem itd. Słusznie zauważa Mannermaa, że „właściwym podmiotem i działającą osobą jest sam Chrystus obecny w wierze” , co Luter wielokrotnie powtarza w swoich dziełach. Przy tym posuwa się tak daleko, że wszystko, co człowiek normalnie czyni zgodnie ze swoją naturą, tak jak na przykład nasze spostrzeganie, w rzeczywistości czyni dla niego sam Chrystus: „To słowo, które wypowiadam fizycznie, nie jest słowem ciała, lecz Ducha Świętego i Chrystusa. To spostrzeganie, które wchodzi w moje oczy lub też z nich wychodzi, nie powstaje z ciała, tzn. nie moje ciało nim rządzi, lecz Duch Święty. Tak samo i słuchanie – nie powstaje z ciała ani w nim, lecz dokonuje się w Duchu Świętym i z niego” , ponieważ nie jest się już w swojej substancji, lecz częścią substancji Chrystusa. Jak sprzeczny jest ten tok myślenia Lutra, potwierdza jego kazanie bożonarodzeniowe z roku 1515: „My będąc ciałem, nie staniemy się Słowem w ten sposób, jakobyśmy byli przemienieni w Słowo według naszej substancji, lecz dlatego, że to Słowo przyjmujemy i jednoczymy się  z nim przez wiarę. Na podstawie tego zjednoczenia mówi się, że Słowo to nie tylko posiadamy, lecz także nim jesteśmy” . Luter nazywa poznanie Chrystusa „najwyższą mądrością” , ponieważ ono nam objawia, że Osoba Chrystusa stanowi „całą naszą istotę” . Luter w różny sposób stara się udowodnić swoją tezę, że Boska Prawda składa się z niej samej i jej negacji. Jeśli św. Jan pisze: „W prawdzie nie ma żadnego kłamstwa” (1 J 2, 21), to Luter odpowiada: „To jest jakiś hebraizm” . To Słowo Boże dla Lutra wskazuje tylko na to, jaki Bóg jest sam w sobie, a mianowicie jako sprzeczność; dlatego wszystkie możliwe sposoby objawiania się Boga są zawsze zarówno pozytywne, jak i negatywne, tak sprzeczne w sobie, jak według Lutra Syn Boży jest zarazem Bogiem i Człowiekiem: „Mądrość Boga jest ukryta pod postacią głupoty, a prawda pod kłamstwem” . Dlatego dla Lutra Bóg - będąc taką syntezą prawdy i jej negacji - musi pozostać „niepoznawalny” . Przyczyną tego, że Luter trzymał się objawienia Boga w Chrystusie, jest to, że Luter - wpisany w Osobę Chrystusa - znajduje schronienie przed Bogiem w Jego byciu samym w sobie, który „uderza w niego jak grom”, tak jak w każdego, kto chciałby Go poznać. Pisząc dalej wskazuje on na przyczynę zła w ogóle: „Szatan w oparciu o swoją mądrość chciał zbadać, kim jest Bóg, i dlatego został zrzucony w przepaść (piekła)” . Według Lutra przyczyną winy nie jest zatem nieposłuszeństwo anioła światłości, lecz nieobliczalny Bóg, który swoją sprzeczną w sobie istotę chce ukryć przed aniołami i ludźmi. Każdy, kto chciałby go poznać, jest odtrącany i odrzucany, tak jak „Szatan upadł nieodwracalnie, ponieważ chciał wiedzieć, czego wiedzieć nie można”. Odnośnie ludzkiej winy Luter twierdzi to samo, że również „u Adama i Ewy tak było, choć w sposób mniej niebezpieczny” . Ta synteza prawdy i fałszu, względnie kłamstwa w samym Bogu stanowi przyczynę wszelkiego zła.

Georg Wilhelm Friedrich Hegel: Idealistyczna koncepcja bytu jako jedności prawdy i fałszu

Byt i niebyt dla Hegla już od zawsze stanowią jedność. Nie do pomyślenia dla niego byłoby uznać jedynie byt absolutny bez bytu skończonego jako byt sam dla siebie – lub też określić skończony byt sam dla siebie jako prawdziwy, ponieważ „prawdą jest całość, istota udoskonalająca się poprzez swój rozwój” . Absolut jest więc tylko wtedy prawdziwy, gdy brany jest pod uwagę również jego rozwój: „O absolucie należy powiedzieć, że jest on w istocie rezultatem, że jest dopiero na końcu tym, czym jest naprawdę – i właśnie na tym polega jego natura bycia rzeczywistym, podmiotem lub stawaniem się samym sobą” . Określenie natury Boskiej za pomocą stawania się zmusza Hegla do przyjęcia prawdy jako złożonej z czegoś i tegoż negacji. Dopiero poprzez negację absolut Hegla staje się rezultatem, a więc prawdziwym. Tą prawdą jest „ruch konstytuowania samego siebie lub też zapośredniczanie stawania się czymś innym ze sobą samym – jest czystą prostą negatywnością właśnie przez owo rozdwojenie tego, co proste” . Według Hegla substancja, podmiot lub byt jest prawdą tylko wtedy, gdy przechodzi proces podwójnej negacji i w ten sposób dochodzi do samego siebie. Ta tożsamość tego, co prawdziwe ze sobą samym jest zapośredniczona, mianowicie poprzez podwójną negatywność konstytuowania części pierwotnej jedności absolutu ze sobą samym, a potem poprzez jej zniesienie, względnie poprzez powrót do prostoty. Samo stawanie się, które dopiero w procesie doprowadza absolut do prawdziwej świadomości, jest prawdą. W ten sposób można zuaważyć, jak Hegel rozumie jedność prawdy i jej negacji.
„Duch staje się jednak przedmiotem, bo stanowi ruch ku stawaniu się czymś innym, tj. przedmiotem jego istoty, i aby tę inność znieść” . Duch u Hegla jest więc zawsze w drodze do siebie samego, tzn. do swojej substancjalności i do świadomości samego siebie. Prawdą jest „ruch samego siebie” , a nie jakiś „punkt stały” lub „nieruchomy” . Stałe określenie bytu wyklucza się ontologicznie, ponieważ „duch [...] nigdy nie znajduje się w stanie spoczynku, lecz zawsze jest w ruchu ciągle postępującym” . Byt jest niepokojem. Ten niepokój bytu „jest procesem, który wytwarza swoje poszczególne momenty i przez nie przechodzi, a cały ten ruch decyduje o jego pozytywności i jego prawdzie. Zawiera ona więc w sobie zarówno to, co negatywne, co moglibyśmy nazwać fałszem, gdybyśmy mogli patrzeć na niego jako samego w sobie –, jak i fałszem, od którego należałoby abstrahować. To, co zanika, należy raczej rozumieć jako istotne, jednak nie w określeniu czegoś stałego” . Hegel potrzebuje tego fałszu do wprowadzenia „ruchu samego w sobie”, ponieważ „na tym, co negatywne, polega w ogóle postawa stawania się, niepokoju, ruchu samego w sobie” . Fałsz jest jakby przyczyną tego procesu stawania się „rozróżniania”, który substancję i jej wiedzę doprowadza z „nierówności” do „ich równości” . „Ta równość będąca wynikiem stawania się jest prawdą. Ale nie jest ona prawdą w taki sposób, jak gdyby nierówność została odrzucona [...], lecz nierówność jako to, co negatywne, jako jaźń w prawdzie jako takiej, ciągle jest jeszcze bezpośrednio obecna” . Fałsz po swym powrocie z wyobcowania zawiera się w substancji absolutnej, jednak jako zniesiony, tzn. ta „zniesiona inność” jako „to, co było fałszywe [...] już nie musi być używana” . W tym znaczeniu, według Hegla, „fałsz jest – już nie jako fałsz – momentem prawdy” . Inność substancji jest momentem, który w procesie wyobcowania się stanowi tylko o fałszu całości, co po zniesieniu a całość jest, co prawda jeszcze obecne, ale nie musi zostać wyartykułowane. Jego istnienie jest teraz identyczne z całością, jednak nie w znaczeniu metafizyki rozumu, która rozum określa w sposób logiczny, lecz w znaczeniu dialektycznym, tzn., że prawda jest identyczna z fałszem.
Takie pojęcie bytu, które stanowi dialektyczne połączenie prawdy i fałszu, nie sprosta jednak ani rzeczywistości, ani też klasycznemu logicznemu myśleniu; nie tylko gubi ono naukę w sprzeczności, lecz również „rozpuszcza” substancję absolutną, czyniąc z niej kontradyktoryczną jedność przeciwieństw. Idea podmiotu absolutnego, który byłby absolutnie prawdziwy, nie jest już możliwa, gdy takie połączenie prawdy i fałszu przyjmujemy za konieczne. Byt jest tu określany przez niebyt, nie tylko w znaczeniu teoriopoznawczym, lecz również w znaczeniu ontologicznym. Pojęcie Boga, który stanowi pierwszy plan niniejszej analizy, jest u Hegla jednocześnie i prawdziwe, i fałszywe, ponieważ sam Bóg jest dla niego syntezą prawdy i fałszu.
Hegel definiuje absolut jako „ideę” , a „idea jest prawdą” . Pytaniem jest tylko, jak Hegel teraz określa ideę jako absolut w ogóle. „W idei nie chodzi ani o to, ani o wyobrażenia, ani też o rzeczy zewnętrzne. Wszystko, co prawdziwe, o ile jest prawdziwe, jest ideą i posiada swoją prawdę jedynie poprzez ideę i dzięki niej. Pojedynczy byt jest jakąś stroną idei” . Absolut jest tutaj wyobrażany jako połączenie „wszystkiego, co rzeczywiste”. Jeśli więc to, co pojedyncze jest tylko „jedną stroną idei”, to wtedy posiada swoją prawdę jedynie jako partycypacja w samej idei, a nie w sobie samym. „Poszczególne idee jako określone (szczegółowe)” nie są prawdziwe same w sobie, ponieważ one wszystkie „sprowadzają się do jednej idei, do jej prawdy” . Poszczególne idee pojedynczego bytu nie są prawdziwe i jako ograniczone są skończone, tzn. nie adekwatne do pojęcia absolutu, którego są one ostatecznie tylko uzewnętrznieniem. Bycie skończonym oznacza jednocześnie „rozpad” , ponieważ bycie zniesionym w prawdzie jest właściwym przeznaczeniem każdego bytu ograniczonego w procesie upodmiotowiania się idei i jej stawania się duchem. Określać i pojmować obiektywność dla siebie samej byłoby iluzją, ponieważ „obiektywność jest jakby tylko osłoną, pod którą pojęcie (idea) pozostaje ukryte” . Skończoność służy „realizacji celu”, zatem „jest materiałem użytym jako środek do tego celu” . Jest to prawda bytu skończonego, która wyraża tylko jedną stronę idei. Wtedy jednak powstaje pytanie, czy absolut jako prawda - czy ta prawda - rzeczywiście jest absolutna? „W tej iluzji żyjemy, a jednocześnie jedynie ona jest czynnikiem uruchamiającym, na którym polega zainteresowanie się świata. Idea w swoim procesie tworzy sama z siebie tę iluzję, ustanawia coś innego wobec siebie samej, a cała jej działalność polega na tym, by tę iluzję znieść. Tylko z tego błędu wynika prawda, a na tym polega pojednanie z błędem i ze skończonością. Inność czy też błąd – jako zniesiony – sam jest koniecznym elementem prawdy, która tylko przez to jest prawdą, że czyni siebie swoim własnym rezultatem” . Hegel mówi tutaj wyraźnie, że prawda absolutna zawiera w sobie fałsz i błąd, znosząc go w sobie samej, tzn. że prawda nigdy nie przestaje jednocześnie być błędem. Błąd jest podniesiony do rangi „koniecznego elementu” prawdy. Egzystencja Boga, Jego byt, jest jednocześnie prawdziwy i fałszywy. Te elementy idei „ukazują się na sposób dialektyczny” . Byt najwyższy jest teraz pojmowany dialektycznie, ponieważ „idea sama jest dialektyką, która wiecznie odróżnia i rozróżnia między tym, co ze sobą tożsame, a tym, co dyferentne, między tym, co subiektywne a tym, co obiektywne, między tym, co skończone a tym, co nieskończone, między duszą a ciałem - i w ten sposób jest wiecznym stworzeniem i wiecznym duchem” . Jeśli absolut, który zawiera w swojej istocie błąd, oszukuje w ten sposób samego siebie i też byt skończony, to wtedy Absolut jako Bóg nie jest już prawdą absolutną, lub inaczej mówiąc: Bóg jest prawdą absolutną, ale w znaczeniu absolutnej sprzeczności, którą Hegel postuluje i stara się udowadniać. Dla Hegla Bóg jest więc jednocześnie prawdziwym i fałszywym. Prawda musi najpierw „sprawdzić się”. Ma to miejsce wtedy, gdy „Bóg, który jest prawdą, tylko pod tym względem jest przez nas poznawany w tej swojej prawdzie, tzn. jako duch absolutny, o ile jednocześnie uznajemy jako nieprawdziwy stworzony przez Niego świat, przyrodę oraz skończonego ducha w odróżnieniu od Boga” . Bóg „sprawdza się” przyjmując do siebie z powrotem wszystko, co skończone, względnie zapośrednicza się poprzez fałsz jako drugą stronę tego, co prawdziwe, ponieważ „prawda jest taką siłą, że istnieje ona również w fałszu, a potrzebne jest tylko właściwe zwrócenie uwagi, aby w tym fałszu odnaleźć - lub raczej dostrzec – to, co prawdziwe. Prawdą jest tutaj zapośredniczenie się ze sobą poprzez negację drugiego oraz tego zapośredniczenia przez drugiego” . To, co prawdziwe musi być w relacji z tym, co nieprawdziwe i tylko przez tę nieprawdę staje się prawdą. Innymi słowy: Bóg staje się samym sobą, gdy znosi wszystko, co światowe jako nieposiadające istoty samej w sobie, potwierdzając się przez to jako prawda. Bez tego procesu zniszczenia swoich części Jego prawda nie byłaby prawdą. I znów, prawda jest jednocześnie nieprawdziwa, jest błędna, ponieważ byt jest równocześnie jednością - sprzecznością tego, co prawdziwe i jego negacji.
Tę postulowaną przez Hegla jedność przeciwieństw prawdy i fałszu można zauważyć już w jego okresie teologicznym. W „najstarszym Systemie Idealizmu Niemieckiego” postuluje on: „Musimy mieć nową mitologię, a ta mitologia musi być na służbie idei, musi stać się mitologią rozumu” . Wszelka mitologia jest mniej lub bardziej dialektyczna, tzn. zawsze dialektycznie łączy coś boskiego z czymś światowym, a jedno powstaje przez drugie, względnie jedno uzyskuje swoją tożsamość kosztem drugiego. W „Systemie” mamy do czynienia z antycypacją późniejszej dialektyki Hegla, co jest podstawą dla „przeinterpretowania logiki arystotelesowskiej” , której konsekwencją jest Heglowska teza sformułowana w wielkiej „Logice”: „Rozum jest negatywny i dialektyczny” . Filozofia nie stoi już ponad wszystkimi przeciwieństwami mitologii, która związuje ze sobą prawdę i fałsz, lecz ma ona teraz już tylko wyartykułować treść określoną przez mit i przenieść ją na poziom rozumu, który z mitologii czyni filozofię i daje jej postać spekulatywną. Takie myślenie staje się koniecznością, bo „filozofia musi stać się mitologiczna”  -  dlatego Hegel łączy prawdę i fałsz w swoim przeciwstawieniu w jedność sprzeczności, ponieważ obie strony zarówno w micie, jak i w teologii dialektycznej Marcina Lutra są ze sobą głęboko powiązane jako przeciwieństwa kontradyktoryjne.
Z powyższego wynika, że Hegel wiernie naśladuje Lutra używając tej samej argumentacji w wyjaśnianiu negacji w świecie w różnych jej postaciach; również dla Hegla pragnienie wiedzy u anioła oraz u pierwszych ludzi, Adama i Ewy, jest przyczyną wszelkiego kłamstwa w świecie: „Rzeczywiście, poznanie jest źródłem wszelkiego zła, ponieważ wiedza, świadomość jest tym aktem, przez który powstaje podział, czyli coś negatywnego, jest sądem, rozdwojeniem w bliższym określeniu tegoż bycia dla siebie w ogóle” . Według Hegla Bóg na początku swego istnienia jeszcze nie jest świadomy samego siebie. Bóg dochodzi do siebie dopiero w procesie odróżniania swoich części w postaci „świata”. Części te istnieją jako tożsame w sobie tylko „przez chwilę” . Bycie dla siebie tych części jest złem – jako „rozdwojenie, odróżnienie od Boga” samego. Należy je „znieść”  i „przejść z upadku oddzielenia do pojednania” , do pokonania zła w samym Bogu. Tak jak u Marcina Lutra, również u Hegla nie może być mowy o tym, że zło jest skutkiem winy stworzeń rozumnych i wolnych, wręcz przeciwnie: ten upadek – grzech – dokonuje się w samym Bogu, a zło według Hegla „istnieje tylko” jako „sprzeczność bycia samym w sobie, pojęcia i szczegółu, dobra i zła” , które wychodzą od Boga i do Boga wracają jako „do ich źródła” . To połączenie „zła z poznaniem” jest „rzeczą istotną”  zarówno dla Hegla, jak i dla Lutra.
Prawda absolutna według Lutra i Hegla nie jest wolna od sprzeczności, która wypełnia Boga w całości – co więcej, to ona jest siłą napędzającą i poruszającą, więc dlatego nie może zostać pokonana raz na zawsze, ponieważ wtedy należałoby pokonać samego Boga, co dla jednego, jak i drugiego byłoby jednak nie do pomyślenia. Co prawda Bóg jest pojednany ze sobą tymczasowo, ale jako permanentny proces. Tylko „logika stawania się”, jak pisze de Negri, potrafi wyrazić tę sprzeczność w Bogu u Lutra i Hegla tak, żeby zawierała ona zarówno prawdę, jak i jej negację. Wspólnym dla Lutra i Hegla jest również poruszanie się wewnątrz sfery boskiej – jeden w wierze, a drugi w myśleniu: „Jeśli Hegel akt wiary Lutra ’przeciw Bogu ku Bogu’ w ten sposób wyraził pojęciowo, że pokazuje, iż ta sprzeczność jest tylko aspektem boskiego procesu samoprzeciwstawiania się, to wtedy tym samym zniósł on również ludzkie akty wiary i wiedzy jako elementy boskiej dialektyki sprzeczności, tak więc nasze myślenie, względnie nasza wiara już zawsze muszą uchodzić za element boskiej samoświadomości” . W tym znaczeniu i przy takiej interpretacji prawdy Bożej nigdy nie wolno skarżyć się na negacje, bo to właśnie one - według Lutra i Hegla - służą jako zasady rozwojowe trójjedynego Boga.
Teologia Lutra i filozofia Hegla stanowią najpełniejszą negację prawdy absolutnej, co jest tym bardziej niebezpieczne, gdyż używając tych samych pojęć, co filozofia klasyczna i dogmatyka katolicka, stanowią wypowiedź kontradyktoryjną o Bogu wiecznie doskonałym.
Nie tylko pragnienie wiedzy u anioła i u pierwszych ludzi, jak uważają Luter i Hegel, jest przyczyną winy – bo oni zostali stworzeni już z wglądem w prawdę – lecz świadome i dokonane z pełną determinacją wolnego, doskonałego ducha odrzucenie Boga jako prawdy najwyższej i absolutnej.
Bóg nie potrzebuje istoty rozumnej dla swej samoświadomości, lecz odwrotnie: wieczna Prawda udziela się stworzeniom w darze, żeby mogły uczestniczyć w jego wiecznej miłości.
Nie Bóg jest syntezą prawdy i jej negacji, lecz człowiek w swym zaślepieniu odwracający się od Boga – człowiek,  który nadużywa darowanej mu przez Boga doskonałości w taki  sposób, że próbuje podporządkować Boga sobie.

Karol Marks i Fryderyk  Engels: Materialistyczna synteza prawdy i kłamstwa jako „absolutna tajemnica“ „państwa demokratycznego“ lub „społeczeństwa komunistycznego“


Marks z Engelsem – analogicznie jak Luter i Hegel – wychodzą od pierwotnej syntezy bytu  i niebytu, co w odniesieniu do prawdy oznacza, że zawsze jest ona określona istotowo przez fałsz i kłamstwo, ale w interpretacji materialistycznej, ponieważ według nich istnieje tylko materia. Pojawiający się na wyższym etapie rozwoju materii tzw. „duch“ nie zmienia materializmu Marksowsko-Engelsowskiego, będąc w swojej bytowości przecież tylko „wysublimowaną materią“.
Jako przykład rozumienia nierozerwalności prawdy i kłamstwa służy Marksowi i Engelsowi rozumienie życia i śmierci człowieka. Engels nie wie nic o „granicy racjonalnej“, tzn. o tej, że „zabicie dziecka w łonie matki jest morderstwem“, tak jak nie można twierdzić o samym „momencie śmierci“, ponieważ według nich „śmierć nie jest jednorazowym, chwilowym wydarzeniem, lecz bardzo długotrwałym procesem“ . Marks z Engelsem wychodzą z tego założenia, że byt jako byt jest jednocześnie życiem i śmiercią, że po prostu życie i śmierć przynależą do siebie konstytutywnie i „tylko tam jest życie, gdzie jest śmierć“: „Śmierć ukazuje się jako twarde zwycięstwo gatunku nad określonym indywiduum i wydaje się być sprzeczne z jego jednością, ale określone indywiduum jest tylko określoną istotą gatunkową i jako taką śmiertelną“ . Prawda obiektywna o człowieku jest w tej ideologii sprzeczna, bowiem z jednej strony jest on indywidualnością, a z drugiej strony przynależy do ludzkości. Marks z Engelsem eliminując człowieka w jego indywidualności negują całą jego bytowość, ponieważ osoba ludzka jest jednością bytową tego, co niepowtarzalnie jednostkowe i tego, co ogólne, czyli typowo ludzkie.
Wszystkie tajemnice w komunistycznie określonej ideologii sprowadzają Marks z Engelsem do „tajemnicy przerywania ciąży i zatruwania“ nowego życia ludzkiego w łonie matki, czego ostatnie stulecie dokonało na ponad jednym miliardzie osób nienarodzonych. Marks stwierdza cynicznie, że „ta tajemnica nie mogła się sprytniej uczynić ‚dobrem wspólnym świata’ jak przemieniając się w tajemnice, które nie są już więcej żadnymi tajemnicami“. Według Marksa i Engelsa „wszystkie tajemnice“ redukują się do „środka do przerywania ciąży dla ciężarnych i do trucizny do zabijania“ . Poprzez ten proces można według nich najszybciej „zdetronizować“ „podmiot absolutny“ , czyli samego Boga Objawienia chrześcijańskiego. To jest materialistyczna droga „rewolucji proletariackiej“    do uczynienia „wreszcie ludzi panami…, równocześnie panami przyrody, panami ich samych – wolnymi“ od konieczności „ujrzenia Boga historii“ .
Jeżeli zatem miejsce Boga jako najwyższej Prawdy zajmuje człowiek, względnie „państwo demokratyczne“, które pojete jest tutaj jako „demokracja polityczna“ w której „człowiek, nie tylko jeden człowiek, lecz każdy człowiek uważa siebie za suwerenną, za najwyższą istotę“ , to członek takiego państwa, względnie samo państwo określa kryteria prawdy i kłamstwa, a nie sam Bóg jako Absolut – także w odniesieniu do prawdy, bowiem w „państwie“ czy  w „społeczeństwie komunistycznym“ a nie w Bogu dochodzi według  Marksa do absolutnej tożsamości „myśli i bytu“ . W ten sposób dochodzi do „dnia zmartwychwstania“ w komunistycznym „królestwie ducha na ziemi“ , gdzie „przemysł i handel uzasadniają całkowicie inne królestwa uniwersalne jak chrześcijaństwo i moralność, szczęście rodzinne i dobrobyt obywatelski“ .

Martin Heidegger: Egzystencjalistyczna przynależność kłamstwa do prawdy


W myśli Heideggera, zresztą wiernego kontynautora dialektyki nowożytnej Lutra, Hegla a w pewnej mierze i marksizmu, postawiona jest podobna teza o bycie, a mianowicie:  „Byt jest zawsze bytem bytującego“ , tzn. „świata“, w którym „byt“ i „niebyt“  przynależą do siebie konstytutywnie.
Według Heideggera „prawda bytu musi zostać dopiero ugruntowana“. Na jakiej drodze powinno się to dokonać? Autor krótkiego, ale niezwykle ważnego przyczynku Ostatni Bóg jest zdania, że „byt“ „dzieje się“ poprzez „zderzenie Boga z człowiekiem w środku bytu“. Dlaczego to „zderzenie“  jako znak sprzeczności Boga i człowieka, bytu i myśli w egzystencjalizmie Heideggera jest koniecznością? Ponieważ „byt przypomina »nicość« i dlatego nicość przynależy do bytu“ . Z tej racji Heidegger uwrażliwia na „przesąd“ „pogardzania »nicością«“, który ma swoje źródło w „fałszywej interpretacji nicości“ w ramach klasycznej „metafizyki“ „poprzez to, co bytujące“. Do tego doprowadziła nas według Heideggera „metafizyka“ i katolickie „chrześcijaństwo“, żeby w tym, co »okropne«, do którego należy „strach“, podobnie jak „nicość należy do bytu“, „podejrzewać jedynie pustynię i to, co przerażające, zamiast doświadczyć określenia prawdy bytu i znać jak najusilniej jego istotowanie“  dzięki i poprzez fałsz bądź kłamstwo. Ostatecznie stwierdza Heidegger: „Byt jest niczym »w sobie« i niczym »dla« »podmiotu«“  i jako taki musi bytować „ku śmierci”, ponieważ „śmierć jest końcem egzystencji”  w ogóle. Stąd nie zaskakuje poparcie Heideggera dla zasadniczo zakłamanej ideologii nazistowskiej w Trzeciej Rzeszy, która powierzyła mu urząd rektora konferencji rektorów wszystkich uczelni nazistowskich a on sam wzywał ich wszystkich do oddawania czci Führerowi.   
Theodor Wiesengrund Adorno i „Szkoła Frankfurcka“ : radykalna krytyka i odrzucenie prawdy jako prawdy
Neomarksiści zauważyli, że Hegel i jego pojęcie „ducha“ a także „prawdy“ potrzebują „koniecznie“ „czasu“, by „duch absolutny“ mógł „uchwycić“ siebie jako „czyste pojęcie“ . Hegel potrzebuje jeszcze „religii“ , by tenże duch mógł oglądać siebie i mieć wyobrażenie siebie. Adorno reflektuje pojęcie Heglowskiej „prawdy“ jako „procesu“, którego istotą jest „jądro czasu“ , co Adorno i Horkheimer naturalnie przejmują , ale z pewną istotną różnicą a mianowicie, że uznają Heglowskie „rozdzielenie czasu i wieczności“ za „fałszywe“ . Należy się według nich uwolnić od „wieczności“   i poprzez negację Heglowskiego pojęcia prawdy jako syntezy prawdy i kłamstwa, ale usilnie dążącej do pojednania, zdobyć „optimum prawdy teoretycznej“  w sensie neomarksistowskim, tj. uprawiać „krytykę tego, co istnieje“ , którą Adorno pragnie uczynić jako „permanentną“ , czego nie uczynili ani Luter, ani Hegel, ani Marks i Engels, ani Heidegger, zarzucając im różne formy „mesjanizmu“ .
„Przedstawić“ „zło“  pozostaje programem do zrealizowania, ponieważ prawda nie istnieje. Dlatego jedyną „miarą prawdy“ jest „powiedzieć o wszystkiem nie“  . Stąd „owocną jest tylko myśl krytyczna“  , ponieważ wraz ze śmiercią „Boga … umiera prawda“  . Ale, jak praktycznie urzeczywistnić tak negatywny program? Herbert Marcuse, a przed nim jeszcze Adorno, sięgnął po psychoanalizę Zygmunta Freuda i zaproponował „seksualizację“ wszystkich obszarów kultury ludzkiej, ponieważ był przekonany, że człowik nadużyty seksualnie jest najlepszym rewolucjonistą w neomarskistowskim sensie.    
Wprawdzie neomarksiści artykułują jakąś „tęsknotę“ za czymś „absolutnym“ , ale  z pewnością nie za absolutną Prawdą Boga transcendentnego, którego systematycznie zanegowali i to do tego stopnia, że nie dopuścili nic absolutnie dobrego czy sprawiedliwego, bo to przypominałoby Dobrego Boga chrześcijańskiego. Dlatego tę krytykę negatywną należy według „Szkoły Frankfurckiej“ postawić u samych podstaw współczesnej kultury ludzkiej, by zrewolucjonizować absolutnie negatywnie naukę, sztukę, moralność, religię, politykę, gospodarkę, media i całą egzystencję współczesnego człowieka, co stanowi istotę dzisiejszej rewolucji kulturowej w wymiarze globalnym.


Pointe

Trzeba nam powracać do wielkiej nauki klasycznej filozoficzno-teologicznej o istnieniu Boga Osobowego oraz Prawdy absolutnej, absolutnie wolnej od jakiejkolwiek nieprawdy, fałszu bądź kłamstwa, by tworzyć kulturę dziennikarską, narodową i ogólnoludzką na miarę Boga-Prawdy i człowieka-prawdy jako jego „obrazu“.

***

Ks. prof. dr hab. Tadeusz Guz - magister teologii (KUL) i socjologii (Gustav-Siewerth-Akademie w RFN), doktor nauk humanistycznych z zakresie filozofii (ATK). Habilitacja z filozofii na Uniwersytecie Kard. S. Wyszyńskiego. 2001 r. - profesor zwyczajny; dziekan Wydziału Filozofii na Gustav-Siewerth-Akademie w Niemczech. Od 2003 roku profesor nadzwyczajny KUL na Wydziale Zamiejscowym Nauk Prawnych i Ekonomicznych w Tomaszowie Lub. Od 2006 r. kierownik katedry Filozofii Prawa, w latach 2005/06 prodziekan a od 1. 09. 2006 r. dziekan tamże. Rozliczne publikacje filozoficzne: polsko- i obcojęzyczne.